piątek, 20 kwietnia 2012

"Dzień tryfidów" by John Wyndham – recenzja


 Jest to jedna z najlepszych książek s-f, jakie do tej pory czytałam.
    Na początku czytania tej książki widziałam pewne podobne sytuacje, jakie zostały umieszczone w „Wojnie światów” Wellsa, jednak kiedy już się wczytałam zobaczyłam, że jest to naprawdę dobra książka z podobnymi założeniami.
    W ‘Dniu tryfidów’ nieliczna grupa ludzi, która ocalała (ogromna większość oślepła od „komety”, inni się zabili lub po prostu tryfidy dokonały dzieła) musiała na nowo odbudować świat, co tak naprawdę jest dla nas niewyobrażalne. Trzeba było zacząć wszystko od nowa.
    A co się tyczy różnych postaw względem katastrofy oto one:1) wiele osób ociemniałych (nawet wykształconych) popełniło samobójstwo,  
2) ludzie niewidzący próbowali schwytać widzących, aby byli ich niewolnikami,
3) wzięcie sprawy w swoje ręce, czyli opieka nad najbliższymi (główny bohater), walka z tryfidami i gromadzenie zapasów,
4) utworzenie Rady (najwyższej władzy), która ustala bardzo rygorystyczne prawa przetrwania: jednostka -> czyli 11 osób w tym tylko jedna widząca, a cała reszta to niewolnicy. 
No cóż nie znaleziono żadnego środka zwalczającego tryfidy (śmiercionośne rośliny – zwierzęta), ale mam nadzieję, że by się w końcu to udało.

Ocena: 5/5

Utwór ten dzieli ludzi na: dobrych, złych i zaślepionych (nie mam na myśli ludzi ślepych). Podczas czytania zastanawiałam się co ja bym zrobiła w sytuacji zagrożenia i gdybym została jedna z nielicznych osób widzących. Niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na to pytanie. Ale wiem jedno CZASAMI TRZEBA ZREZYGNOWAĆ Z WŁASNYCH POSTAW MORALNYCH, ABY PRZETRWAĆ (nie trzeba zabijać, ale kraść tak). Nio i oczywiście: GRUNT TO NIE WPADAĆ W PANIKĘ!!!!!

POLECAM SERDECZNIE J

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz