Na początek opis (niekoniecznie
krótki :) ):
Pierwsza
ekipa, która wyrusza na podbicie Marsa składa się z dwóch ludzi. Pani K
(Marsjance) śni się Nathaniel York, kapitan rakiety. Opisuje go swojemu mężowi,
który nie wierzy w istnienie stworzeń wysokich na 6 stóp i cal, o niebieskich
oczach i na dodatek o białej skórze!!!!! Pan Yll powiadamia żonę, że w
odwiedziny przyjdzie doktor, sam wychodzi na polowanie, gdyż oczekiwanie się
przedłuża. Żona (niestety) nie może wyjść i powitać przybyszów z trzeciej
planety… Mąż po powrocie oznajmia, że się pomylił i doktor ma przyjść kolejnego
dnia.
Druga
ekipa składa się z czterech ludzi. Kiedy przybyli na Marsa byli odsyłani od
drzwi do drzwi (czyżby polska spychologia?). Wreszcie natrafiają na osobę,
która pragnie ich wysłuchać. I co się okazuje?? Że pan Xxx, miejscowy
psycholog, bierze ich za wariatów, a ich wygląd a nawet rakietę nazywa iluzjami
zmysłowymi. Nie wierząc własnym oczom zabija podróżnych, kiedy ich ciała się
nie rozpływają w powietrzu, sam popełnia samobójstwo…
Marsjanie podczas tych dwóch pierwszych ‘najazdów’ opisywani są jako niskie,
brązowe istoty o żółtych oczach.
Trzecia
ekipa składała się z szesnastu ludzi, gdyż jeden z podróżujących zmarł podczas
lotu. Natrafiają na małe, amerykańskie miasteczko, które z pozoru przypomina im
dom rodzinny. Jeden z pasażerów rozpoznaje krewnych w tym zakątku. Nikt nic nie
podejrzewa i podąża za członkami własnych rodzin do domów, w których spędzili
dzieciństwo. Kapitan leżąc już w łóżku zastanawia się w jaki sposób wrogowie
mogli by ich podejść najbardziej perfidnie. I znając już odpowiedź, okazuje
się, że jest już za późno. Następnego ranka 16 trumien jest niesionych przez
‘krewnych’ opłakujących zmarłych…
Czwarta
ekipa liczy sobie 20 ludzi. Archeolog twierdzi, że 4/5 cywilizacji marsjańskiej
wymarło tysiące lat temu, a 1/5 tydzień temu, z powodu ospy wietrznej. Będąc na
miejscu Spender podczas spaceru dochodzi do wniosku, że sam jest Marsjaninem,
uczy się nawet odczytywać pismo kosmitów. Powracając do swojej załogi zabija 6
towarzyszy podróży. Kapitan po rozmowie ze Spender’em zabija go strzałem w
pierś.
Pan
Benjamin Driscoll wpadł na pomysł, że przy tak rzadkiej atmosferze, jaka panuje
na Marsie, najwięcej pieniędzy przyniosą mu drzewa, które przecież produkują
mnóstwo tlenu.
W kolejnym,
krótkim rozdziale ludzie są porównani do szarańczy, co niestety okazuje się
prawdą.
W
sierpniu 2002 roku Tomas Gomez ma spotkanie trzeciego stopnia z Marsjaninem ;)
: „To była maszyna, jaskrawozielony owad, przecinający delikatnie chłodne nocne
powietrze; olbrzymia modliszka o ciele wysadzanym setkami zielonych diamentów,
mrugających w blasku gwiazd. Osadzone pomiędzy nimi czerwone klejnoty lśniły
niczym fasetkowe oczy. Sześć nóg uderzyło o pradawny szlak z odgłosem
przypominającym szum deszczu w oddali. Siedzący z tyłu machiny Marsjanin o
oczach z płynnego złota popatrzył na Tomasa, jakby spoglądał w głąb mrocznej
studni.” Podczas rozmowy z kosmitą Tomas dochodzi do wniosku, że to co obaj
widzą oraz otaczająca ich rzeczywistość różni się i to w wielkim stopniu.
„Marsjanin przymknął oczy i otwarł je ponownie. - To może znaczyć tylko jedno.
Cała ta sprawa ma jakiś związek z czasem. Tak. Jesteś zjawą z przeszłości.” Nie
doszli do porozumienia.
Czerwiec
2003 przynosi nam opowieść o Murzynach wyruszających w przestworza. Zostawiają
prawie cały swój dobytek. Spłacają także długi u swoich panów.
W
kwietniu 2005 Stendhal (nietuzinkowy mężczyzna) buduje dom swoich marzeń na
Marsie. Jest on mroczny i jakby prosto spod pióra Poe’go. Zjawia się u niego
urzędnik z biura Klimatów Moralnych i oznajmia, że takie fantazyjne budowle nie
maja prawa bytu. Okazuje się, że urzędnik był robotem. Kiedy przybywa pracownik
biura Klimatów Maralnych we własnej skórze w domu Usher’ów odbywa się bal
maskowy. Stendhal pokazuje przybyłemu śmierć wszystkich swoich gości, mówiąc
przy tym, że to tylko roboty a nie prawdziwi ludzie. Zabiera urzędnika do
lochów gdzie wyjaśnia mu całą prawdę a potem zamurowuje w lochach.
We
wrześniu 2005 państwo LaFarge spotykają swojego zmarłego synka, Toma, który jak
się możemy domyślić jest kosmitą. Niestety umiera na środku rynku, gdyż osoby
otaczające go widzą w nim swoich bliskich zmarłych. Istota nie wytrzymuje
napięcia i jak wosk stapia się.
Sam
Parkhill w listopadzie 2005 napotyka na swojej drodze Marsjanina: „Na pokładach
jasnych, błękitnych okrętów snuły się ciemnoniebieski cienie ludzi w maskach,
ludzi o srebrzystych twarzach, oczach z błękitnych gwiazd, rzeźbionych złotych
uszach, policzkach ze srebrnej folii i wysadzanych rubinami wargach.” W tym
samym czasie Ziemia wybucha i pali się zielonym płomieniem. Gdyż na trzeciej
planecie wybuchła okropna wojna jądrowa, która pochłonęła większość żyjących
istot.
Grudzień
2005 opowiada o wyludnionym Marsie. Walter Gripp, samotny kawaler, słysząc
dźwięk telefonu podąża, aby sprawdzić, kto oprócz niego zamieszkuję te planetę.
Po wielu próbach sam znajduje numer telefonu. Odzywa się kobieta. Walter
postanawia się z nią zobaczyć i wyrusza w drogę. Rzeczywistość nie była taka
jaką sobie wyobrażał. Kobieta była ucieleśnieniem najgorszych jego koszmarów i
po spędzeniu z nią zaledwie tylko kilku godzin, postanawia uciec. Woli wieść
samotne życie.
W roku
2026, w miesiącu kwietniu, znajdujemy się w rodzinnym domu pana Hathway’a,
który także mieszka na Marsie. Kiedy przybywa kapitan Wilder z podróży z
Jowisza, Saturna i Neptuna z niedowierzaniem patrzy na starego kompana
(przylecieli na Marsa jako czwarta ekspedycja) i jego rodzinę, która wygląda
bardzo młodo jak na rok 2026. Hathway umiera a jego rodzina, roboty, które sam
stworzył, nie płaczą po nim, bo ich tego nie nauczył.
Cztery
miesiące później pisarz opisuje dom, który jest w pełni zmechanizowany i sam
troszczy się o siebie.
W
ostatnim rozdziale książki czytamy o rodzinnych wakacjach…, które tak naprawę
są ucieczką z Ziemi w celu przetrwania.
Ocena: 5 / 5
Moje zdanie:
Książkę
czyta się bardzo dobrze. Wspomnę tylko, że trzecia wyprawa na Marsa skojarzyła
mi się z „Gnijąca panną młodą”. Nietuzinkowy mężczyzna, pan Stenhal, jest dla
mnie najbardziej barwną postacią w tej książce. Pod wieloma względami się z nim
utożsamiam.
Życzę miłej lektury. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz