piątek, 20 kwietnia 2012

Ray Bradbury "Kroniki marsjańskie"


Na początek opis (niekoniecznie krótki  :)  ):

      Pierwsza ekipa, która wyrusza na podbicie Marsa składa się z dwóch ludzi. Pani K (Marsjance) śni się Nathaniel York, kapitan rakiety. Opisuje go swojemu mężowi, który nie wierzy w istnienie stworzeń wysokich na 6 stóp i cal, o niebieskich oczach i na dodatek o białej skórze!!!!! Pan Yll powiadamia żonę, że w odwiedziny przyjdzie doktor, sam wychodzi na polowanie, gdyż oczekiwanie się przedłuża. Żona (niestety) nie może wyjść i powitać przybyszów z trzeciej planety… Mąż po powrocie oznajmia, że się pomylił i doktor ma przyjść kolejnego dnia.
     Druga ekipa składa się z czterech ludzi. Kiedy przybyli na Marsa byli odsyłani od drzwi do drzwi (czyżby polska spychologia?). Wreszcie natrafiają na osobę, która pragnie ich wysłuchać. I co się okazuje?? Że pan Xxx, miejscowy psycholog, bierze ich za wariatów, a ich wygląd a nawet rakietę nazywa iluzjami zmysłowymi. Nie wierząc własnym oczom zabija podróżnych, kiedy ich ciała się nie rozpływają w powietrzu, sam popełnia samobójstwo…
     Marsjanie podczas tych dwóch pierwszych ‘najazdów’ opisywani są jako niskie, brązowe istoty o żółtych oczach.
     Trzecia ekipa składała się z szesnastu ludzi, gdyż jeden z podróżujących zmarł podczas lotu. Natrafiają na małe, amerykańskie miasteczko, które z pozoru przypomina im dom rodzinny. Jeden z pasażerów rozpoznaje krewnych w tym zakątku. Nikt nic nie podejrzewa i podąża za członkami własnych rodzin do domów, w których spędzili dzieciństwo. Kapitan leżąc już w łóżku zastanawia się w jaki sposób wrogowie mogli by ich podejść najbardziej perfidnie. I znając już odpowiedź, okazuje się, że jest już za późno. Następnego ranka 16 trumien jest niesionych przez ‘krewnych’ opłakujących zmarłych…
     Czwarta ekipa liczy sobie 20 ludzi. Archeolog twierdzi, że 4/5 cywilizacji marsjańskiej wymarło tysiące lat temu, a 1/5 tydzień temu, z powodu ospy wietrznej. Będąc na miejscu Spender podczas spaceru dochodzi do wniosku, że sam jest Marsjaninem, uczy się nawet odczytywać pismo kosmitów. Powracając do swojej załogi zabija 6 towarzyszy podróży. Kapitan po rozmowie ze Spender’em zabija go strzałem w pierś.
     Pan Benjamin Driscoll wpadł na pomysł, że przy tak rzadkiej atmosferze, jaka panuje na Marsie, najwięcej pieniędzy przyniosą mu drzewa, które przecież produkują mnóstwo tlenu.
     W kolejnym, krótkim rozdziale ludzie są porównani do szarańczy, co niestety okazuje się prawdą.
     W sierpniu 2002 roku Tomas Gomez ma spotkanie trzeciego stopnia z Marsjaninem ;) : „To była maszyna, jaskrawozielony owad, przecinający delikatnie chłodne nocne powietrze; olbrzymia modliszka o ciele wysadzanym setkami zielonych diamentów, mrugających w blasku gwiazd. Osadzone pomiędzy nimi czerwone klejnoty lśniły niczym fasetkowe oczy. Sześć nóg uderzyło o pradawny szlak z odgłosem przypominającym szum deszczu w oddali. Siedzący z tyłu machiny Marsjanin o oczach z płynnego złota popatrzył na Tomasa, jakby spoglądał w głąb mrocznej studni.” Podczas rozmowy z kosmitą Tomas dochodzi do wniosku, że to co obaj widzą oraz otaczająca ich rzeczywistość różni się i to w wielkim stopniu. „Marsjanin przymknął oczy i otwarł je ponownie. - To może znaczyć tylko jedno. Cała ta sprawa ma jakiś związek z czasem. Tak. Jesteś zjawą z przeszłości.” Nie doszli do porozumienia.
     Czerwiec 2003 przynosi nam opowieść o Murzynach wyruszających w przestworza. Zostawiają prawie cały swój dobytek. Spłacają także długi u swoich panów.
     W kwietniu 2005 Stendhal (nietuzinkowy mężczyzna) buduje dom swoich marzeń na Marsie. Jest on mroczny i jakby prosto spod pióra Poe’go. Zjawia się u niego urzędnik z biura Klimatów Moralnych i oznajmia, że takie fantazyjne budowle nie maja prawa bytu. Okazuje się, że urzędnik był robotem. Kiedy przybywa pracownik biura Klimatów Maralnych we własnej skórze w domu Usher’ów odbywa się bal maskowy. Stendhal pokazuje przybyłemu śmierć wszystkich swoich gości, mówiąc przy tym, że to tylko roboty a nie prawdziwi ludzie. Zabiera urzędnika do lochów gdzie wyjaśnia mu całą prawdę a potem zamurowuje w lochach.
      We wrześniu 2005 państwo LaFarge spotykają swojego zmarłego synka, Toma, który jak się możemy domyślić jest kosmitą. Niestety umiera na środku rynku, gdyż osoby otaczające go widzą w nim swoich bliskich zmarłych. Istota nie wytrzymuje napięcia i jak wosk stapia się.
     Sam Parkhill w listopadzie 2005 napotyka na swojej drodze Marsjanina: „Na pokładach jasnych, błękitnych okrętów snuły się ciemnoniebieski cienie ludzi w maskach, ludzi o srebrzystych twarzach, oczach z błękitnych gwiazd, rzeźbionych złotych uszach, policzkach ze srebrnej folii i wysadzanych rubinami wargach.” W tym samym czasie Ziemia wybucha i pali się zielonym płomieniem. Gdyż na trzeciej planecie wybuchła okropna wojna jądrowa, która pochłonęła większość żyjących istot.
     Grudzień 2005 opowiada o wyludnionym Marsie. Walter Gripp, samotny kawaler, słysząc dźwięk telefonu podąża, aby sprawdzić, kto oprócz niego zamieszkuję te planetę. Po wielu próbach sam znajduje numer telefonu. Odzywa się kobieta. Walter postanawia się z nią zobaczyć i wyrusza w drogę. Rzeczywistość nie była taka jaką sobie wyobrażał. Kobieta była ucieleśnieniem najgorszych jego koszmarów i po spędzeniu z nią zaledwie tylko kilku godzin, postanawia uciec. Woli wieść samotne życie.
     W roku 2026, w miesiącu kwietniu, znajdujemy się w rodzinnym domu pana Hathway’a, który także mieszka na Marsie. Kiedy przybywa kapitan Wilder z podróży z Jowisza, Saturna i Neptuna z niedowierzaniem patrzy na starego kompana (przylecieli na Marsa jako czwarta ekspedycja) i jego rodzinę, która wygląda bardzo młodo jak na rok 2026. Hathway umiera a jego rodzina, roboty, które sam stworzył, nie płaczą po nim, bo ich tego nie nauczył.
     Cztery miesiące później pisarz opisuje dom, który jest w pełni zmechanizowany i sam troszczy się o siebie.
     W ostatnim rozdziale książki czytamy o rodzinnych wakacjach…, które tak naprawę są ucieczką z Ziemi w celu przetrwania.

Ocena: 5 / 5

Moje zdanie:
     Książkę czyta się bardzo dobrze. Wspomnę tylko, że trzecia wyprawa na Marsa skojarzyła mi się z „Gnijąca panną młodą”. Nietuzinkowy mężczyzna, pan Stenhal, jest dla mnie najbardziej barwną postacią w tej książce. Pod wieloma względami się z nim utożsamiam.
Życzę miłej lektury. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz